Kilka słów o odkrywaniu powołania


             Pytasz mnie o moje powołanie. Wiesz, ciągle na nowo w doświadczeniu swoich słabości widzę,

że jest to wielki dar dany darmowo z miłości, takiej przeobfitej, tryskającej z Jego Serca.   Kiedyś mój kolega mi powiedział, że powołanie to miłość, coś co jest w nas najgłębiej. Myślę, że Pan w czasie tkania naszego serca przed naszym urodzeniem, wybrał nas i ukochał i w sposób wyjątkowy podarował nam powołanie - zaproszenie by dawać miłość najpełniej jak umiemy. Tak ja odkrywałam ten dar.

            Na modlitwie zrozumiałam, a raczej doświadczyłam, że Bóg szalenie mnie kocha, aż do krzyża i przebicia Serca. I nie potrafiłam inaczej jak tylko też wyłącznie oddać siebie dla Niego. Choć ciągle oddaje Mu siebie, i mam wrażenie, że to ciągle za mało. On mi pokazał w innych swoje wołanie o miłość.

Tyle osób krzyczy o miłość, Jego miłość. Tyle jest dzieci pozbawionych miłości, obecności.

            Byłam zakochana, chodziłam z chłopakiem, marzyłam o domu, dzieciach. Było cudownie.

Ale? Pytasz. Nawet nie wiem jak to opisać, ale prawdziwa miłość jest tak silna i gdy powiedziało się już kiedyś swoje „tak” Jezusowi to nasze serce już jakby nie należy do nas - konsekracja serca. To taki „przymus" miłości w wielkiej wolności. Nigdy nie zapomnę tych pierwszych wezwań. Jak byłam dzieckiem bardzo mocno przemówiło do mnie jedno Słowo z Pisma Świętego, rozpaliło już wtedy pragnienie.

A potem, takie pytanie o powołanie w czasie modlitwy, miałam wtedy 10 lat. Wtedy mnie to przestraszyło.

Ale nie zapomina się tych momentów, nigdy.

            I tak przeplatało się w moim sercu jak nić to pytanie, wezwanie, wołanie, spojrzenie, pragnienie.

 W czasie zwykłego życia, zmagania w szkole, przyjaźni, zakochani, okresu buntu. Był też taki moment bardzo trudny w moim życiu, bardzo poważnych problemów w rodzinie i zupełnego braku wsparcia od wszystkich i w rodzinie i w szkole. Zaczęłam schodzić z Jego drogi, ale On wybiegł mi naprzeciw, chyba

w ostatnim momencie, w osobie przez przypadek napotkanego księdza, który nie zraził się moim zachowaniem i pokazał mi wielki szacunek. Jego postawa w stosunku do mnie się  zmieniła.

Wydobyła to co naprawdę było w moim sercu.

            A jaka była reakcja najbliższych? Moi rodzice nie zgadzali się z moją decyzją, ja chciałam wstąpić

od razu. Ale musiałam iść na studia. Nieraz wątpiłam czy to pragnienie kiedyś się wypełni. Zaczęłam nawet chodzić z jednym kolegą. Teraz widzę jak bardzo ważne jest to co jest w sercu między mną a Jezusem.

Jest najważniejsze, mocne. A przeszkody wręcz potęgują to pragnienie by oddać siebie Jemu. 

 A wspólnota ? Długo szukałam. Zauroczona byłam we wspólnocie Małych Sióstr Jezusa. Chciałam jechać na misje, żyć w prostocie, dla ludzi i być blisko ludzi. Siostry w czasie ślubów ofiarują Panu swoje życie w intencji konkretnej społeczności. Marzyło mi się, by oddać życie w intencji dzieci najbardziej potrzebujących pomocy. Ale siostry powiedziały mi że one nie pomagają dzieciom i młodzieży, a to jest ewidentnie moje powołanie. Uczyłam wtedy dzieci i faktycznie jak mówiłam o moich uczniach coś się we mnie aż paliło, taki miałam zapał. Jeden ksiądz powiedział mi - „Tam gdzie najbardziej kochasz tam jest twoje powołanie". Zobaczyłam kiedyś wracając z pracy, że mnie samą zadziwia ile mam cierpliwej miłości do moich uczniów. Jak Pan daje mi miłość do nich, że kocham ich nie moją miłością, ale Jego. To było bardzo mocne doświadczenie. W tym czasie moja koleżanka poznała mnie z naszą s. Ulą. W liceum poznałam siostry pijarki, s.Maria pomagała mi rozeznać czy to faktycznie jest powołanie, ale potem urwał mi się kontakt

z siostrami, kiedy musiałam podjąć studia. Pan pokazywał mi, że to moja droga, bardzo cierpliwie.

Poznałam wtedy też kolegę, który bardzo chciał być ze mną. Co wtedy zadecydowało? Ta większa Miłość, głębsze pragnienie. Byłam otwarta, modliłam się o Jego Wolę tylko, oddałam Mu wszystkie marzenia, pragnienia. Ale też pytania i poczucie kim ja jestem, a kim On - Panie jestem słaba, mam rany.

Czy Ty mnie naprawdę chcesz? Wydawało mi się wtedy, że On mi mówi w głębi serca - tak właśnie taką Cię chcę. Ale najmocniej do mnie przemawiała ta pociągająca miłość i patrzenie na moich uczniów, że ja nie mogę zostawić Jezusa w nich. Pan potwierdził mi to co było w moim sercu, przez usta dzieci, nigdy nie zapomnę pytania o powołanie mojej uczennicy 7 letniej, było to dla mnie jak słowa samego Pana.

Po tylu walkach, pytaniach nagle tak wyraźne znaki i głęboki pokój i szczęście.

 Zadałaś mi pytanie dlaczego ta wspólnota ? - To On mnie przyprowadził tu i tutaj czuje się jak

w domu, jakby na swoim miejscu. Wiesz, to jest niesamowite, mnie to wciąż zadziwia, że Duch Święty dał każdemu Swój charyzmat i mój charyzmat wpisuje się w charyzmat mojej wspólnoty. To jest piękne.

To to czego szukałam tak długo, co było moim najgłębszym pragnieniem. Siostry pijarki, składają czwarty ślub, oddają siebie Bogu i ludziom w ubóstwie, czystości i posłuszeństwie, oraz to co było moim pragnieniem wychowania dzieci i młodzieży. W naszym życiu jest wiele prostoty, jesteśmy blisko ludzi i uczymy się bycia w zjednoczeniu z Jezusem. Odnajdujemy Go w dzieciach, w trudzie pracy łączymy się z Nim, niesiemy Go innym, prowadzimy do Jezusa. Choć ja doświadczyłam bardzo mocno, że ukazując dzieciom miłość Boga, słowem, obecnością, uśmiechem, pomocą, sama jestem prowadzona przez dzieci, to one uczą mnie jak być dzieckiem Boga ,,Bo jeśli nie staniecie się jak dzieci nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego".

Dlaczego tak długo szukałam? Teraz widzę że wszystko przed było potrzebne -że całe moje życie

z bólem i błądzeniem jest historią zbawienia, że w Niej jest Pan ze mną. Trudno to opisać, nie ma słów by to opisać, bo to relacja z Nim, tam dokonuje się podejmowanie powołania. Patrząc wstecz wiem, że Pan posługuje się nawet naszymi ranami i słabością gdy ją Mu oddajemy by pomagać innym i ukazywać Swoją łaskę. Po decyzji, którą codziennie na nowo potwierdzam, wszyscy mówili mi wokół, że widzą, że jestem zakochana. Tak, to pójście za miłością gdzie nawet w trudach doświadcza się szczęścia i pokoju na dnie serca. Tak warto przyjąć dar Jego Wydania Siebie dla mnie i wydawać siebie Jemu, innym, kochając dawać Jego. A może raczej uczyć się dawać siebie, kochać, jak dziecko od Rodzica, może to bardziej ukazuje prawdę.

            Jak bardzo Pan zna moje serce, prowadzi tam gdzie możne ono się rozszerzać. Mówisz mi, że jesteś słaba, że Pan nie może Cię wezwać. Ja też ciągle patrzę na moje słabe stopy, na fale burzące się nade mną.

A Pan mówi - idź za Mną, patrz na Mnie. Ale też boli mnie moja słabość, moja grzeczność, brak radykalizmu, oziębłość, gdy patrzę na siebie i Jego wielką miłość. Chcę być Jego, dawać Jego, wydawać siebie, ale jestem jak dziecko, tak często upadam. Teraz On wzywa mnie by iść za Nim dalej. Kończę pomału postulat i On mi mówi przez przełożonych- idź za Mną teraz do Hiszpanii. To nowe wezwanie.

Ważne by ciągle patrzeć na Niego.

            Pytasz mnie jak zachować świeżość, wdzięczność za dar, rozwijać go? Sama się niedawno zastanawiałam nad tym, bo tak łatwo wpaść w takie letnie życie. Myślę, że to sprawa miłości, czasem jest codzienna, bez uczuć jak "stare dobre małżeństwo" wtedy wierność jest najpiękniejszym, bezinteresownym darem z siebie. Ale też ważne jest wracanie do tych kluczowych momentów, spotkań z Panem. I ciągle bycie z Nim. Ja mam takie moje cytaty z Pisma Świętego, one były dla mnie bardzo mocne w czasie rozeznawania, teraz wracam do nich, nieraz muszę je zapisać i powiesić nad łóżkiem, by nie zapomnieć.

Świętuję też w sercu co miesiąc przyjście do wspólnoty, dziękuję Panu za dar powołania.
            Chcę Cię o coś prosić - o modlitwę. Módl się za mnie bym patrzyła na Niego, nie na fale, moje słabe stopy, ale na Niego, który nieraz mówi - choć za Mną po wodzie twoich ograniczeń, szarej jak pijarski habit codzienności, bo ja jestem z Tobą ! Tak, bardzo Cię proszę o modlitwę.

 

 

 

Strona Sióstr Pijarek. Wszelkie prawa zastrzeżone. 2013