Matka Paula Montal – DOBRA MATKA

               Matka Paula Montal – DOBRA MATKA

Anna Cięcielowska – postulantka

            Zawsze chciałam się z Nią osobiście spotkać... To ten dzień... Trudno było powstrzymać emocje – podekscytowanie, ogromną radość, ale też jakiś rodzaj zawstydzenia, choć to przecież tak bliska osoba. Od dawna po cichu mi towarzyszyła... Słowa jej modlitwy kształtowały moje oddanie się Bogu. Potem znów przypomniała mi o sobie i pociągnęła na tą drogę. A dziś mam ją spotkać.

Olesa, jej przedsionek Nieba, to z stamtąd Maryja wzięła ją do Nieba.            W kaplicy panował półmrok, tylko światło przy tabernakulum delikatnie drżało. I jej pochylona postać, staruszka wiecznie młoda matka, zakochana hiszpańska dziewczyna, staruszka bo stare choć zawsze świeże było jej Oddanie, jej wierność... Jej oczy były całe zapatrzone na Pana, w pełni miłości... -Tego Matce zazdroszczę !

Same słowa wyrwały mi się.

Matka spojrzała na mnie jakby od dawna wiedziała, że przy niej klęczę... i jakbym była osobą jej bardzo drogą, ale nie było w niej zdziwienia, wyczekiwania, tak jakby ona zawsze mi towarzyszyła.

 - Wiem że pamiętasz słowa tej modlitwy którą Cię nauczyłam, ,,Modlitwa jest chwilką, którą mamy, by rozmawiać z naszym Oblubieńcem i cieszyć się razem z Nim".

Cieszę się tobą, wami... Módl się całym sercem ,,bądźcie duszami modlitwy, wtedy będzie się rozwijał nasz Instytut”. 

 -Dziękuję Matce. Tak się cieszę tym spotkaniem.

Matka wstała i powiedziała z wielką radością

-Szczęść Boże ! Przywitajmy się po Polsku ! Uściskała mnie serdecznie, a potem wyszłyśmy do ogrodu. Delikatny wiatr ochładzał rozgrzaną czerwoną hiszpańską ziemię. Pomału zachodziło słońce.

Usiadłyśmy pod tym słynnym palmowcem.

-Matko proszę opowiedz mi o sobie więcej, to tak inaczej z Twoich ust to usłyszeć, zupełnie inaczej niż z książek, a książki są po hiszpańsku... No tak, jakoś słabo mi idzie ta nauka... Aż sama się dziwie, że teraz możemy rozmawiać...

Matka nie zważając na moje zawstydzenie słabością językowa popatrzyła w Niebo. Wtedy doszło do mnie, że ,,choćbyś mówił językami ludzi i aniołów a miłości byś nie miał stałbym się jak miedź brzęcząca, albo cymbał brzęczący”. Matka popatrzyła mi w oczy i z prostotą powiedziała

-Dobrze, że w miłości wszystko jest możliwe.

-Skoro tak to słucham Matki uważnie... jak to się zaczęło?

-Urodziłam się 11 października 1799 roku w Arenys de Mar, moi rodzice to Vincenta i Ramon. Było nas w rodzinie dziesięcioro dzieci, razem z dziećmi z poprzedniego małżeństwa rodziców, rodzice byli wdowcami jak się poznali. -Była Matka w samym środku, rodzeństwa? Lubiła Matka bawić się z swoim rodzeństwem?

 

-Tak, bardzo lubiłam bawić się, lubiłam też opiekować się swoim młodszym rodzeństwem, bawić z nimi, opowiadać im historie, chodzić na spacer. Miałam też dwie ukochane przyjaciółki Ines i Felicję.

Dzieciństwo Matki nie było jednak zupełnie beztroskie                                                   

-Tak, kiedy umarł mój tata, miałam 10 lat. To było bardzo trudne, w tym wieku jakby skończyło się moje dzieciństwo, teraz musiałam pomóc mamie zarobić na chleb, było nam bardzo ciężko. Pomagałam też przy młodszym rodzeństwie. Ale wtedy doświadczałam wielkiego prowadzenia Pana, pamiętaj zawsze o tym wymiarze ubóstwa – miłości do ubogich, widzenie potrzeb innych a w tym głosu Boga, i zawierzenia, zaufania Bogu. Ja tego doświadczyłam, nie miałam nic, sama byłam biedną dziewczyną... ale Pan jest Panem rzeczy niemożliwych.

Razem robiłyśmy koronki, ja pomagałam mamie w domu, modliłam się dużo. Pan mi pomógł w tym bardzo trudnym doświadczeniu. Wiesz może to nasz Pan sam dopuścił te trudy dzieciństwa, abym mogła zrozumieć bardziej potrzeby małych, ich matek... Myślę, że Pan kształtował moje serce przez wszystkie doświadczenia życia, tak jak sam chciał. Lubiłam rozmawiać z Jezusem z Jego Matką, miałam swoją ,,małą izdebkę” to było nad samym brzegiem w Arenys, patrzyłam na morze, statki... i moje serce zatapiało się w Panu. Gdy patrzyłam na to serce wyrywało się - ,,Mój Boże, kto stworzył to, jeżeli nie Ty?” …. On sam mnie przyciągał, wiesz, zanim my Go pragniemy On pierwszy o wiele bardziej, mocniej nas pragnie... przyciąga.

Wiedziałam, że On jest jedyną moją miłością. Chciałam być tylko dla Niego, a przez to towarzyszyć innym zwłaszcza najmłodszym na drodze do Niego...Powołanie to droga miłości... rozwijająca się... W wieku 23 lat była zdecydowana wstąpić do jakiegoś zgromadzenia... nie wiedziałam jednak gdzie. Było we mnie tylko mocne pragnienie oddania się Panu, moje serce już do Niego należało i wszędzie otaczały mnie dzieci, bardzo leżało mi na sercu dobro najmłodszych. -Komu pierwsze Matka powiedziała o swoim pragnieniu bycia Jego tylko?

 

-Spowiadałam się u ojca kapucyna, jemu nieśmiało powiedziałam o moim wielkim sekrecie. Wtedy już wiele osób podejrzewało moje zamiary.

 -Miłość widać proszę Matki, a na Matki twarzy ciągle jest to pierwsze rozkochanie w Panu.

Matka uśmiechnęła się...

 -Tak miłość jest zawsze płodna, przelewa się jest hojna. Pan rozszerzał mi serce, katechizowałam przy parafii i wszystkich, ale szczególnie dzieci chciałam rozkochać w tym Który mnie rozkochał w sobie.

-To nie były Matko łatwe czasy, czasy inkwizycji francuskiej, gdzie Francuzi rządzili Katalonią, kryzys gospodarczy... Wojska francuskie plądrowały okolice...                                  

Tak, w trudach najlepiej słyszeć głos Pana. Zrozumiałam, że jak bardzo szczególnie ubodzy potrzebują edukacji, by znaleźć pracę i godnie żyć. Widziałam biedne dzieci i kobiety. Chciałam im pomóc dać narzędzie do godnego życia. Wiele się modliłam … i sam Pan pokierował mnie co mam robić. W Arenys tyle się zaczęło.

- A potem Matko, jak to było że Matka wyjechała z rodzinnej miejscowości?

- To był październikowy poranek 1829 roku pojechałam do Figueras, z moją przyjaciółką Inés Busquets. Pojechałyśmy z pragnieniem założenia szkoły w Figueras, odczytałyśmy to jako Wolę Bożą, ale ciągle nic nie wiedziałam, musiałam trzymać się mocno dłoni Dobrego Boga i iść przez mgłę jak On mnie prowadzi w zawierzeniu. Miałyśmy czterdzieści reali i wielką wiarę w hojność Boga. Jednak proboszcz tamtejszy wyśmiał nasze zamiary, i chciał byśmy wróciły z powrotem, po 2 dniowej podróży do Arenys.

- Co Matka zrobiła ?                                                                                                              

-Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, to On daje nam święte pragnienia nawet w przeciwnościach, po to by spełniać Jego zamierzenia.Powiedziałam do Ines - ,,Musimy ratować rodziny, ucząc dziewczęta świętej bojaźni Bożej”... I Pan dał nam odpowiedź na nasze zawierzenie Jemu - tam powstała pierwsza szkoła. Pan dał nam też pomocnice - przybyła do nas Felicia Clavel, a jeszcze później Franciszka de Domingo i Małgorzata Molinet. … Szkoła była w ,,palomar”, w gołębniku na strychu. Razem z moimi przyjaciółkami uczyłyśmy dziewczynki czytać, pisać, liczyć, były zajęcia z gramatyki, geografii, oraz z religii, katechizmu i haftów i koronek.

 

Wkrótce dziewczynek tak przybywało, że musiałyśmy znaleźć inne lokum, szersze, na ul. Ancha, czyli ulicy Szerokiej.                                                                                           

-Ale zamieszki w mieście nie pozwoliły Wam tam długo przebywać?                                

-Tak, wyjechałyśmy do Arenys w 1830 roku. Powróciłyśmy do Figueres dwa lata później i w Wigilię Bożego Narodzenia otwarłyśmy na nowo szkołę.                                 

-Tam Matka była dyrektorką szkoły, prawda?                                                                    

-Tak. Cieszyła mnie praca moich nauczycielek, postępy uczennic, z wielką miłością na nie patrzyłam. Przybyły nowe nauczycielki, było nas teraz już pięć. Kochałam jak matka moje uczennice, a jak siostry moje towarzyszki. Gdy patrzyłam na dzieci modlące się, często mówiłam Panu: ,,Wielką radość sprawia mi mój Boże myśl, że w tej godzinie tyle dziewczynek Cię wielbi” …

Ale było we mnie coś co nie dawało mi spokoju, zachwycił mnie duch kalasantyński, pedagogiczny zapał i oddanie św. Józefa... i pragnienie by oddać się Panu w tej misji, pragnęłam być ,,prawdziwą pijarką”. Chciałam ratować rodziny ucząc dziewczynki bojaźni Bożej.                                                                                                                           

-Tak to jest piękne Matko, prowadzić dzieci do Boga, towarzyszyć im, być dla nich jak matka.

Matka Paula popatrzyła na mnie swoimi dużymi czarnymi oczami, ze zrozumieniem, powtarzając: "Uratujemy rodziny ucząc dziewczęta świętej bojaźni Bożej, aby jego Majestat był uwielbiony za pośrednictwem ich czułych serc".

- Czy w Arenys też powstała szkoła wtedy?                                                                                             

-Tak, w 1842, w maju.

Zaczęłam coraz mocniej wdrażać w szkoły pedagogikę mojego duchowego mistrza Kalasancjusza.

W centrum znajdowała się Eucharystia. Grzegorz XVI udzielił nam, pozwolenia na otwarcie oratorium szkolnego. Troską o formację duchową zostały objęte nauczycielki oraz rodzice naszych uczennic.

- Matko, powołanie Matki bardzo pomału ale pięknie rozwijało się i rozkwitało. kiedy Matka doczekała założenia habitu? Oraz naszego Instytutu?                             

 

-Nawiązałyśmy kontakt z ojcami pijarami z kolegium św. Anny w Mataro, wtedy przyjęłyśmy habit z pasem na wzór sutanny pijarskiej. Wtedy dołączyły do nas Carmen, Rosa, Rosa i Concepcion. Wtedy przybyłam do Sabadell by założyć tam trzeci dom. Wkrótce powstała szkoła, gdzie głównym znakiem była miłość do Maryi i Kalasancjusza. Nasze szkoły to były prawdziwe wspólnoty wychowawcze, gdzie mogło bezpiecznie dojrzewać dziecko.

- I to tu dzieło Matki przybrało kanoniczną strukturę?                                                        

-Tak, to było moje wielkie pragnienie, by zyskać całkowitą aprobatę Kościoła, aby ,,było godnym dzieckiem Kościoła”. ,,Ponad tysiąc razy znajdywałam się u stóp naszego Ojca Świętego, spotkać się z Nim, i ukazując Mu moje wnętrze i prosząc go, aby pozwolił nam stać się prawdziwymi córkami naszego chwalebnego Ojca św. Józefa Kalasancjusza”. Wtedy pomagał nam bardzo O. Jacek Feliu bardzo nam pomógł w wykorzenianiu się w pijarski charyzmat. Stawałyśmy się ,,prawdziwymi pijarkami” na razie w sercu... a pomału z pełną aprobatą Kościoła.

I tak Ojciec Jacek, wręczył nam pijarski modlitewnik 1846... pamiętam, było to 9 grudnia, na znak, że możemy zacząć życie duchowością Kalasancjusza.

Wtedy pamiętam napisałam do Ojca list w naszym imieniu, brzmiał on tak:

,,Przyszłość należy do nas...Tak wielką mamy nadzieję, wielką wiarę, przepełnioną ogniem naszej miłości, żarliwym entuzjazmem gorejącym w naszych sercach, poruszonych przykładem Ojca Kalasancjusza, którego naśladowanie jest naszym szczęściem, naszą nadzieją, naszą pociechą... Jesteśmy zobowiązane do szukania czci Bożej, do pracy nad ozdobą Jego domu - Kościoła i do zapewnienia pokoju i postępu społecznego”.

Sama aprobata była bardzo wyczekiwana, był to proces, w maju 1860 roku papież Pius XI wydał dekret aprobujący, pięć lat później otrzymałyśmy aprobatę Królewską. Ponownie pięć lat później czasowa aprobata Piusa XI, i definitywnej doczekałyśmy się 7 stycznia 1887 roku, wtedy papieżem był już Leon XIII. ,,Nie mogłam posiąść się z radości, że zdołałyśmy osiągnąć tak długo oczekiwany cel”.

Tu zróbmy sobie małą przerwę. Chodź za mną, pomożesz przynieść coś dobrego dla nas, wiem, że to lubisz.

Matka wstała …, myślałam że chodzi jej o herbatę, choć w Hiszpanii raczej się jej nie pija... Weszłyśmy do kuchni i tam w dużym rondlu stała gorąca czekolada...                     

-No tak!Matka uśmiechnęła się promiennie, nalewając pomału lśniącą czekoladę do garnuszka i patrząc na mnie uważnie.                                                                                     

 

-Wie Matka, jak opowiadałam moim uczniom o Matce zapamiętali głównie dwie rzeczy... Może dlatego, że ja z przejęciem o tym mówiłam.                                                    

-Jakie ? Czekoladę i...                                                                                               

-Dzieciakom spodobało się że dla nich Matka lubi robić czekoladę na gorąco. I że Matka całe swoje życie oddała dla dzieci, zwłaszcza ubogich.                                                

-Tak trzeba dawać innym radość i być wdzięczną Panu ,,Wzmocnijmy naszego ducha, aby siła naszej wdzięczności zwiększyła radość Boga”.

Teraz usiadłyśmy przy kuchni, mi kuchnia kojarzy się z domem, bezpieczeństwem i matką, Matka Paula jest prawdziwą Matką.                                                                                    

-A teraz pytanie, związane z tym na co ja sama czekam...                                                                            

-Na śluby?                                                                                                                                   

-Tak, a kiedy je Matka złożyła?

- Moje pierwsze śluby złożyłam 2 lutego 1847 roku, w Sabadell.

Ale już od najmłodszych lat moje serce należało do Pana, to było potwierdzenie tego co dokonało się w moim sercu, między mną a Jezusem.                                                               

-Tak...                                                                                                                                      

-Pamiętaj zawsze że On jest Twoim Ukochanym, powtarzaj Mu często słowa miłości. Ja na przykład lubię Mu mówić często- ,, Mój Ukochany dla mnie a ja dla mego Ukochanego”.

Chwilę pomilczałyśmy razem, była cisza napełniona Jego Obecnością... Potem wróciłyśmy do rozmowy.

 

- W tym samym roku była nasza pierwsza kapituła generalna, Ale Matka nie została wybrana przełożoną generalną                                                                                                

-Tak, ale wiedziałam, że to dzieło nie moje lecz Pana, modliłam się o rozwój Instytutu, o otwartość na Ducha Świętego dla nas. Zakładałyśmy kolejne fundacje, przybywało dużo kobiet, zakochanych w Panu i chcące dobra dzieci, chcących służyć w naszej misji.

- Na czym Matce szczególnie zależało w czasie kształtowania się naszej Wspólnoty?

-Życie Ewangelią, nasze Konstytucje pomagają nam nią żyć. Ogólny szkic to - ,,uświęcać siebie i oddać się wychowaniu dziewcząt”, życie ślubami z dodaniem czwartego ślubu wychowania i nauczania, ukochanie uczennic i troska szczególnie o ubogie dzieci, najbardziej potrzebujące, życie samej w ubóstwie, medytacja Ukrzyżowanego Jezusa i naśladowanie Go by co dzień oddawać życie dla Niego i bliźnich, oraz ukochanie Maryi, naszej Matki, jesteśmy jej córkami ,,Instytut córek Maryi Sióstr szkół pobożnych”, tak sama nasza nazwa wiele mówi... Od Maryi uczymy się, w relacji dziecięcej do niej jak być matkami dla innych.

- Od 1829- 1859 Matka towarzyszyła w formacji 130 młodym siostrom?                            

Tak, byłam mistrzynią nowicjatu, cieszyłam się, ze mogę patrzeć jak Pan kształtuje serca młodych kobiet, na Swój Obraz.                                                                                           

-A potem Olesa?                                                                                                                  

-Tak, najpierw pełniłam funkcje przełożonej domu i dyrektorki. Czułam się jak prawdziwa matka, kochałam dziewczęta i moje siostry, starałam się być otwarta na ich potrzeby.

Pan nasz pokazywał mi cały czas, że On jest dobry i hojny...wielokrotnie kiedy brakowało nam funduszy i zwracałam się do Niego i Jego Matki z pustymi dłońmi i ufnością dziecka, On od razu odpowiadał... jak Dobry i troskliwy Ojciec.

-Tak mając Króla za Ojca nic nam nie grozi...On się nami troszczy.                                                

Tak... ale nieraz musimy bardzo mocno doświadczyć Jego krzyża, to zawsze zbliża nas do Jezusa, powinnyśmy kontemplować Jezusa ukrzyżowanego, zwłaszcza w przeciwnościach.                                                                                                                            

- Co się stało w Olesie?                                                                                                              

-W 1873 roku, znów nastały trudne czasy w Hiszpanii, wielki nieporządek, zamieszki i nowe prześladowanie Kościoła. W Olesie zamykano kościoły, gnębiono i zamykano duchownych. Jednak i w tym cierpieniu Pan zatroszczył się o nas. Zaprzyjaźniona rodzina ofiarowała wszystkim siostrom świeckie ubrania i tak w przebraniu mogłyśmy wyjechać poza miasto. Zostawiłam moje siostry w Sabadell, gdzie spotkałyśmy się z Matką Generalną.                                                                                         

-A sama Matka wróciła? Nie bała się matka?                                                                    

-Bałam się, ale... ,,czy może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu?'' tam zostały nasze uczennice, nie mogłam ich zostawić i wiedziałam, że Pan skoro chce bym wróciła ochroni mnie. Sytuacja uspokoiła się po roku... I znowu szkoła napełniła się śmiechem dziewczynek.                                                                                                                          

-Ale potem Matka była odsunięta od wpływu na Instytut, jakby odsunięta w cień.                    

-Tak, ale to było to co bardziej chciał dla mnie Pan, to co trudne jest ,,podarunkiem od mego Ukochanego”. A teraz nastał nowy etap w moim życiu, Olesa to moja Betania, teraz moją misją jest modlitwa...

-Mówią o Matce, że całe Matki życie było modlitwą. O gorącym pragnieniu dążenia do zjednoczenia z Jezusem.                                                                                             

 

-Często woła mi serce - ,,Ach, Kiedy zjednoczę się z moim Ukochanym i padnę w objęcia mojej Najświętszej Matki Dziewicy Maryi”. ,,Modlitwa jest chwilką, którą przeznaczamy na rozmowę z Oblubieńcem, wypoczynek z Nim”. Nic nie musisz na modlitwie, bądź i kochaj ! ,,On jest jedynie konieczny” ( Konstytucje) .                       

-Matko, a jak ja mogę zbliżyć się jeszcze bardziej do Boga, żyć w jedności z Nim.                                                                                                                                                 

-,,Tak mówmy o naszym Ukochanym … gdyż mamy iść do Nieba” .

W tych słowach Matki Pauli był wielki pokój i żarliwość..., która pociągała i moje serce.

-Pamiętaj – ,,Pora i posłuszeństwo zawiodą nad do ojczyzny niebieskiej, gdzie dostąpimy szczęścia ujrzenia ukochanego Oblubieńca”. ,,Jaka to będzie radość, gdy zobaczymy się w Niebie”.                                                                                                     

-Czyli pokora to uznanie tego że jestem jak dziecko, uznanie swojej małości, i wyciągnięcie z ufnością dłoni do Dobrego Boga, a posłuszeństwo to całkowite zawierzenie?                                                                                                                        

-Tak... na oślep trzymaj się tego, mimo swojej słabości i różnych przeciwności... ,,Przez pokorę i posłuszeństwo zjednoczymy się z Jezusem Chrystusem”.

Często powtarzaj sobie - ,,Niech się dzieje we wszystkim wola Boża”.

Rozmowa z Matką była bardzo żarliwa i spokojna, miałam wrażenie jakby czas stanął w miejscu, cała uwagi Matki Pauli była skierowana na mnie, słuchała, patrzyła i mówiła z wielką uwagą i pokojem, tak jakby nieustannie trwała w obecności Bożej, w nieustannym zjednoczeniu, modlitwie z Nim.

Było już bardzo późno.

Nagle Matka popatrzyła na mnie i powiedziała                                                                       

-Jesteśmy Córkami Maryi ,,Maryja jest naszą Matką i Matką Jezusa! Powiedz czy nie wzrusza Cię ta myśl? Pomyśl jesteśmy jej córkami !” Ta dziecięca ufność i miłość do Maryi jest naszą siłą. ,,W naśladowaniu Chrystusa prowadzi nas swym światłem Dziewica Maryja zjednoczona ze swym Synem w pełni komunii miłości, wiernie towarzysząca Mu w męce, pierwsza uczestniczka radości Jego zmartwychwstania. Z Jej obecnością i pomocą zdołamy osiągnąć to, by Chrystus, którego Ona porodziła i wychowała kształtował się w nas, a następnie w naszych uczniach” ( Konstytucje).                                                                                                                                

-Matko, Maryja jest naszą wielką pomocą, same nic z siebie nie możemy...                                

-Tak, i zaszczytem jest towarzyszenie innym na drodze do Boga, ale pamiętaj żeby zawsze być jak dziecko bo ,,jeśli nie staniemy się jak dzieci nie wejdziemy do Królestwa” … to jest zawierzenie... dobremu Ojcu. ,,Obleczone w te uczucia Pana, jesteśmy współpracownikami Pana i stajemy się dziećmi z dziećmi i ubogimi razem z ubogimi ( Konstytucje).                                                                                                     

-Chodź teraz, pomodlimy się razem...                                                                              

-Weszłyśmy do kaplicy i wspólnie odmówiłyśmy kompletę... u stóp tabernakulum... była cisza... drżało tylko światło przy tabernakulum...                                                                 

-Po komplecie Matka uśmiechnęła się do mnie, i patrząc na Jezusa Ukrytego w Tabernakulum, głośno zaczęła się modlić, wiedziałam że ta modlitwa jest nauką, lekcją jak trwać w zakochaniu zawsze świeżym, tak by być kobietą zakochaną w Panu i kochającą dzieci jak matka, jak być jak dziecko Maryi, dziecko Boga, ubogie, ale bogate zaufaniem w Jego hojność                                                                                   

-"Spójrz Miłości moja, udaję się na spoczynek, w tabernakulum zostawiam Ci moje serce by Cię nieustannie kochało ... jutro wrócę po nie, abyś mi je zwrócił wypełnione żarem miłości ... spraw, aby ta miłość była tylko dla Ciebie i Twojej Matki Najświętszej Dziewicy ... Kiedy moje serce będzie wypełnione tym szczęściem, poślij mi krzyże i cierpienia, wtedy wszystko to zniosę z radością ... Jeżeli w mym życiu przestałabym Cię kochać, to zatrzymaj to serce, bo nie potrzebuję go do niczego więcej, jak tylko do kochania Ciebie. Czy jest możliwe Miłości moja, aby istniało coś, co Cię nie kocha? Ja go nie rozumiem, ale jeśli istniałoby jakieś, niech moje serce kocha Cię za nie. Do widzenia mój Umiłowany, oddaję Ci moje serce."

Trwałyśmy jeszcze jakiś czas w ciszy, razem, wiedziałam, że Matka modli się  za nasz Instytut za dzieci... współpracowników, wiedziałam, że modli się za mnie.

We mnie było wielkie pragnienie jak i w Matce Pauli, żeby zobaczyć się w Niebie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

Strona Sióstr Pijarek. Wszelkie prawa zastrzeżone. 2013