XXV NIEDZIELA ZWYKŁA

Być jak dziecko

Ewangelia kolejny raz ukazuje nam Jezusa w otoczeniu swoich uczniów. Kolejny obraz podróżowania. Tym razem to jakby katecheza w drodze i tylko dla Jego uczniów.

Jezus poucza, mówi do uczniów, ale jest przy tym bardzo uważnym słuchaczem.Doświadczyłam kiedyś osobiście takiej rozmowy, kiedy osoba słuchająca ,,całym sobą” wsłuchana była w to, co mówię. Nie tylko oczy, ale uszy, twarz i całe ciało skupione i uważne na tym, co wypowiadam i jak się wyrażam. To zrodziło zaskoczenie, ale również zawstydzenie.

 

 

Mogę sobie wyobrazić, że Jezus w taki właśnie sposób skupia się na mnie kiedy z Nim rozmawiam.

Pewnie uczniowie też byli zaskoczeni całą tą mową Jezusa, tym, co mówił, a nade wszystko, jak ich słuchał.

 Ich słuchanie trudno nazwać uważnym. Można by powiedzieć Jezus o jednym-trudnym wydarzeniu, a oni-  jakby z innej ,,bajki”, przyziemni i skupieni na sobie.

Trudno się dziwić. Nauka Jezusa często była trudna, a do tego wymagająca.

To jednak pokazuje inną rzeczywistość, właściwie nie tylko brak słuchania Mistrza, ile również bycie daleko od Niego. Nie wystarczy okazuje się chodzić z Mistrzem, aby uznać się Jemu bliskim.

Uczniowie bali się zapytać. A dlaczego? Przecież Jezus mówił jasno i jednoznacznie o swojej męce i śmierci. Może nawet za jasno i za jednoznacznie. I dlatego zamiast akceptacji wywołał lęk.

Może zastanawiali  się , co to ma wspólnego z ich życiem, że  ,,Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie”. Pewnie i tak.

Możemy odebrać to jako zaproszenie, aby pokonywać swoje lęki i opory przed byciem już ,,za dorosłym” na zadawanie pytań. Bo kto z nas rozumie wszystko, co dotyka go w życiu? Kto zna odpowiedzi na  tajemnice cierpienia, śmierci i różnych życiowych trudności.

Dlatego tym bardziej trzeba szukać tej Bożej mądrości, która jest: ,,czysta, dalej skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, wolna od  względów ludzkich i obłudy”.

Wówczas unikniemy niepotrzebnych rozczarowań sobą i Bogiem.

 Jezus na zakończenie posłużył się paradoksem.  Za wzór wielkości pokazał małe dziecko. Dawniej dzieci były uosobieniem bezradności. W tamtych czasach dziecko nie było chronione niczym, poza miłością rodzicielską. Patrząc dzisiaj ta sytuacja jest równie trudna, zwłaszcza w panującym dziś wygodnictwu i egoizmie nie dba się o dobro dzieci.

Jezus mówi: ,,Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał”. Tym samym daje wzór naśladowania dziecka nie w byciu infantylnym, ale pokornym i zdanym na łaskę Bożą, w zaufaniu i zdaniu się na Jego miłość, jako najlepszą gwarancję. Bycie jak dziecko to przyjście do Kogoś, kto jest większy, od Kogo mogę otrzymać potrzebną pomoc i wiem, że zawsze mnie bezinteresownie kocha.  Dlatego tej Miłości warto zaufać.

 

 

Strona Sióstr Pijarek. Wszelkie prawa zastrzeżone. 2013