V niedziela Wielkiego Postu 2018

Patrzeć na Jezusa.

 

Nasza codzienność stawia nam nieustannie nowe wyzwania. Niekiedy życie krzyżuje nasze plany. Pytamy się o sens, gdy dotyka nas cierpienie, choroba, trudność życiowa.

Pytamy się dlaczego? Prosimy, by starczyło nam siły, aby nas to ominęło.

Co robić, gdzie szukać pomocy? Jak radzić sobie z życiem, które pędzi i zatrzymać się nie chce?

Wieli Post to dobry moment na chwilę zatrzymania.

Św. Jan Paweł II zachęcał kiedyś, że najważniejsze dla chrześcijanina jest kontemplowanie oblicza Jezusa.

Nie chodzi o zmianę świata, czy wyjście ze zła, ale zatrzymanie się przed obliczem Jezusa.  

Dzisiejsza liturgia może być dobrym momentem na takie chwile refleksji i spojrzenie na Jezusa i na siebie.

W pierwszym czytaniu z Księgi proroka Jeremiasza, Pan mówi o zawarciu przymierza z domem Izraela. Lud to przymierze złamał. Jednak Bóg zawiera nowe, takie, które będzie trwałe, wypisane nie na tablicach kamiennych, ale w sercach ludzkich. Będzie ono trwałe, bo przypieczętowane krwią umiłowanego Syna Bożego.

Drugie czytanie z Listu do Hebrajczyków to wołanie Jezusa, pełne bólu i cierpienia, a przede wszystkim ogromnej pokory i uległości wobec Ojca. Miłość stawia wyzwania. Jezus umie przyjąć te trudne wymagania miłości. Kochać, to umieć umierać dla drugiego, to chcieć wyzbywać się siebie, poświęcać się dla innych.

Natomiast Ewangelia przedstawiam nam scenę, jak Grecy przystępują do Filipa ,,prosili go, mówiąc: Panie, chcemy ujrzeć Jezusa”.

Jezus daje im odpowiedź, posługując się przypowieścią o ziarnku pszenicy. Mówi o umieraniu, o przynoszeniu plonu.

Tak niedawno świętowaliśmy Boże Narodzenie – Bóg stał się jednym z nas, bliski i bezbronny. Kontemplując Jego życie, czyny, słowa możemy uchwycić istotę życia – niezgłębioną bliskość z Ojcem. Przyszedł na świat, aby pokazać nam, jak bardzo Ojciec nas kocha. W Nim samym oglądamy oblicze Boga.

Jestem stworzony na obraz i podobieństwo Boga – a miłość jest tym upodobnieniem nas do Ojca.

Prawdziwa miłość jest naznaczona cierpieniem, co zresztą pokazuje nam Jezus swoim życiem, a przede wszystkim cierpieniem.

Opowiada Grekom o umieraniu ziarna, mówiąc, że aby narodziło się coś, co jest cenne, co zbliża nas do Miłości musi umrzeć to, co jeszcze nie jest oczyszczone i nie ma wartości. Co kryje się w moim sercu? Za czym tęskni?

Co we mnie musi umrzeć, abym mógł bardziej naśladować Jezusa, by moje życie wydawało owoce? Co trzeba mi uczynić, aby poznać Jego miłość, zbliżyć się do Niego – do miłości Boga i miłości bliźniego?

 

 

Strona Sióstr Pijarek. Wszelkie prawa zastrzeżone. 2013